„Psychologia pieniędzy” Morgana Housela pojawia się na każdej liście „must read o finansach”, a poleca ją chyba każdy profil o pieniądzach. Mam wrażenie, że absolutnie wszyscy już ją przeczytali. Ale tak czy siak pokuszę się o recenzję, bo czytałam ją jako osoba, która naprawdę zaczyna od zera, a to trochę inna perspektywa.
To pierwszy odcinek serii Czytam od zera, w której recenzuję książki o finansach oczami osoby, która dopiero zaczyna.
Ten wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, mogę otrzymać prowizję, a Ty nie płacisz więcej. Polecam tylko to, z czego sama korzystam lub co dokładnie sprawdziłam.
Podeszłam do niej z rezerwą
Może nie sceptycznie, ale z pewną obawą. Kiedy widzę amerykańskiego autora książki o pieniądzach, od razu zapala mi się lampka: Ameryka to jednak inne realia. Inne zarobki, inne konta emerytalne, inne podejście do kredytów. Bałam się, że dostanę zbiór rad, które u nas po prostu nie działają. Piszę o tym nie bez powodu. Już kilka razy nacięłam się na autorów ze Stanów – głównie przy książkach biznesowych – i często okazywało się, że niewiele z ich rad ma przełożenie na polskie realia.
Moje obawy się nie sprawdziły. Owszem, przykłady są głównie amerykańskie: dolary, Wall Street, tamtejsza giełda. Ale to tylko tło. Housel nie pisze o konkretnych produktach finansowych, tylko o ludziach: o strachu, chciwości, cierpliwości i o tym, jak sami sobie przeszkadzamy. A to wygląda tak samo w Nowym Jorku jak i w Katowicach 🙂 . Ta książka jest po prostu uniwersalna.
Psychologia pieniędzy – o czym jest ta książka?
Morgan Housel to amerykański publicysta finansowy, przez lata pisał m.in. dla The Wall Street Journal. W tej książce nie uczy, w co inwestować. Opowiada historie ludzi i pokazuje, dlaczego jedni z przeciętnymi zarobkami budują majątek, a inni z ogromnymi pensjami kończą bez niczego.
Każdy rozdział to jedna historia i jedna myśl. Są krótkie, więc spokojnie da się czytać po 10 minut dziennie i nie gubić wątku.
Co mi zostało w głowie
Nie będę spoilerować ani streszczać każdego rozdziału. Ponieważ intensywnie pracuję teraz nad zbudowaniem drugiego źródła dochodu, niektóre rozdziały szczególnie przyciągnęły moją uwagę. Oto lekcje, które z nich wyciągnęłam.
Nie oceniaj cudzych decyzji finansowych (ani swoich z przeszłości)
Tę drugą część biorę sobie szczególnie do serca. Housel zwraca uwagę, że nasze osobiste doświadczenia z pieniędzmi to znikomy ułamek tego, co dzieje się na świecie, a mimo to właśnie one kształtują nasze wyobrażenie o tym, jak działają finanse. To, jak inwestujemy i ile ryzyka jesteśmy w stanie znieść, zależy w dużej mierze od tego, w jakich realiach gospodarczych dorastaliśmy. Ktoś, kto pamięta szalejącą inflację, będzie podchodził do pieniędzy inaczej niż ktoś, kto wchodził w dorosłość w czasie giełdowej hossy. Dlatego nie ma sensu oceniać decyzji z przeszłości, własnych ani cudzych. Lekcje warto wyciągać, ale bez wyrzutów sumienia. Każda decyzja finansowa ma sens dla osoby, która ją podejmuje, w danym momencie i przy wiedzy, którą wtedy ma. Ludzie nie są szaleni.
Określ swoje „wystarczająco” i zatrzymaj się na linii mety
Housel przytacza w tym rozdziale rozmowę dwóch pisarzy, Kurta Vonneguta i Josepha Hellera, na przyjęciu u miliardera. Vonnegut zauważa, że gospodarz w jeden dzień zarabia więcej, niż Heller zarobił na swojej najsłynniejszej książce. Heller odpowiada: „Mam coś, czego on nigdy nie będzie miał. Wiem, kiedy mam dość”.
To zdanie zostało ze mną na dłużej. Bez jasno określonej granicy cel ciągle się przesuwa. Zarabiamy więcej, więc chcemy więcej, a zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej od nas. Housel dodaje coś, co warto mieć z tyłu głowy przy każdej decyzji: nie ryzykuj tego, co masz i czego potrzebujesz, dla czegoś, czego nie masz i czego nie potrzebujesz.
Dla mnie wniosek jest prosty. Jeśli już mam się z kimś porównywać, to tylko z sobą samą: z wczoraj, sprzed miesiąca, sprzed roku czy sprzed dziesięciu lat. Tylko takie porównanie pokazuje, ile naprawdę przeszłam.
Zapytaj starsze osoby, czego żałują
Housel pisze, że najcenniejsze, co mogą nam dać pieniądze, to nie rzeczy, tylko wolność. Ta wolność nie musi oznaczać rzucenia pracy i życia z odsetek. Często wystarczy poduszka finansowa, choćby na pół roku. Dzięki niej możesz nie przyjąć pierwszej lepszej oferty, wybrać pracę bliżej domu, wziąć dłuższy urlop albo przerwę bez strachu o rachunki, a w dalszej perspektywie nawet wcześniej przejść na emeryturę. To właśnie ten wybór jest najwyższą formą dywidendy: kontrola nad własnym czasem.
Najmocniej zapadła mi w pamięć jedna myśl z tego rozdziału. Housel przytacza rozmowy ze starszymi ludźmi, zebrane przez gerontologa Karla Pillemera. Nikt z nich nie powiedział, że żałuje, że nie pracował więcej albo czegoś sobie nie kupił. Najbardziej cenili czas z bliskimi, przyjaźnie i wolność.
A przy okazji: dzięki tej książce poznałam nowe słowo. Gerontolog to specjalista od starzenia się i potrzeb osób starszych. Czytanie poszerza nie tylko portfel, ale i słownik 🙂
Bogacenie się i utrzymanie bogactwa to dwie różne rzeczy
Sposobów na zarobienie pieniędzy jest mnóstwo (halo, jestem tutaj, poproszę!). Housel zwraca jednak uwagę, że zarobić i utrzymać to dwie zupełnie różne umiejętności.
Żeby się wzbogacić, trzeba:
– podejmować ryzyko,
– być optymistą,
– nie bać się działać.
Żeby bogactwo utrzymać, potrzeba czegoś zupełnie innego:
– skromności,
– ostrożności,
– pokory (i odrobiny zdrowej paranoi).
Do tego dochodzi potęga procentu składanego. Czas i cierpliwość robią więcej niż najbardziej spektakularne ruchy. Housel pokazuje to na przykładzie Warrena Buffetta. Odkąd czytam o finansach, widzę, że powołują się na niego chyba wszyscy, i chyba coś w tym jest. Okazuje się, że jego sekret to nie tylko to, że dobrze inwestuje, ale przede wszystkim to, że robi to bardzo długo i nigdy nie wypadł z gry.
Zostaw miejsce na błędy, pecha i własną zmianę
Housel przypomina, że w finansach szczęście i pech grają dużo większą rolę, niż chcielibyśmy przyznać. Co więcej, można mylić się przez większość czasu i wciąż wygrać, bo o wyniku decyduje kilka trafnych decyzji, a nie seria idealnych ruchów. Dlatego tak ważny jest margines błędu. Housel podaje przykład zawodowych graczy w blackjacka: nawet ci, którzy liczą karty, mają nad kasynem minimalną przewagę. Wygrywają, bo grają małymi stawkami i nigdy nie stawiają wszystkiego na jedno rozdanie. Dzięki temu przetrwają pechową serię.
Drugą rzeczą, której nie da się przewidzieć, jesteśmy my sami. Za 10 lat możemy chcieć czegoś zupełnie innego niż dziś. Psychologowie nazywają to „złudzeniem końca historii”: widzimy, jak bardzo zmieniliśmy się w przeszłości, ale zakładamy, że teraz już tacy zostaniemy. Tymczasem zmieniamy się cały czas.
Dlatego lepiej sprawdza się plan rozsądny i elastyczny niż idealnie racjonalny, ale kruchy. Taki, który przetrwa zarówno pecha, jak i to, że za kilka lat zmienię zdanie.
Czego tu nie znajdziesz
Jeśli liczysz na instrukcję w stylu „otwórz konto, kup to, sprzedaj tamto”, to nie ta półka. W tej książce nie ma tabelek, wykresów ani gotowej strategii. Housel nie mówi, gdzie inwestować, tylko pomaga zrozumieć, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne decyzje. To książka, która porządkuje głowę, zanim weźmiemy się za portfel. I uczciwie mówiąc, niczego więcej nie obiecuje.
Dla kogo jest ta książka
Sięgnij po nią, jeśli:
- zaczynasz i wydaje Ci się, że „nie znasz się” na pieniądzach,
- odkładasz decyzje, bo boisz się, że coś zepsujesz,
- wolisz historie od tabelek,
- chcesz zrozumieć, skąd biorą się Twoje nawyki finansowe.
Raczej odpuść, jeśli:
- szukasz konkretnej strategii inwestycyjnej,
- inwestujesz od lat i te zasady znasz na pamięć.
Czy warto?
Ta książka nie nauczy Cię inwestować technicznie. Ale może sprawić, że przestaniesz się bać zacząć.
📖 Jeśli chcesz ją przeczytać, znajdziesz ją tutaj.
A jeśli ciekawi Cię, jak zaczęłam w praktyce, zajrzyj do wpisu: Jak kupiłam obligacje skarbowe w 4 krokach.
Ten wpis opisuje moje własne decyzje i ma charakter edukacyjny. Nie jest poradą inwestycyjną ani rekomendacją. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty pieniędzy. Pełne zastrzeżenia: inwestorkaodzera.pl/zastrzezenia-prawne
